Info

avatar Witam. Na rowerze jeżdzę od dzieciństwa. Od roku 2004 robiłem po ok. 1000-1500km rocznie. W kwietniu 2012 roku zarejestrowałem się na bikestats.pl, co zmobilizowało mnie jeszcze bardziej do jazdy. Zachęcam do czytania oraz komentowania moich wpisów.
Więcej o mnie.

Informacja o kategoriach

Każdy mój wpis przyporządkowany jest do różnych rodzajów kategorii: dystans (d), województwo (w) (domyślnie mazowieckie), z kim jechałem bądź w jakiej grupie (z). Wyszczególniłem również kilka dodatkowych kategorii tematycznych (t), bądź związanych z danym miastem, miejscem (m).

Rok bieżący


button stats bikestats.pl



Lata poprzednie


button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl

Archiwum bloga

Smog w Warszawie


Polecane serwisy


  • DST 91.00 km
  • Czas 06:22
  • VAVG 14.29 km/h
  • Sprzęt Unibike Expedition GTS
  • Słowacja, Rumunia, Węgry - dzień 14/17

    Piątek, 25 lipca 2014 | Komentarze 0


    Dojechaliśmy do Budapesztu! Obyło się bez ofiar. ;) Najpierw udaliśmy się zaklepać nocleg. Zakwaterowaliśmy się w Kocsis Szálló, hotelu robotniczym. Niskie ceny i przyzwoita jakość. Profesjonalna obsługa. Pojechaliśmy tam na wariata bez rezerwacji. Jeśli ktoś się wybiera, radzę wcześniej zrobić rezerwację (mówią po angielsku). Po wypakowaniu i umyciu się ruszyliśmy "na lekko" do centrum. Budapeszt jest piękny, zdjęcia mówią sama za siebie. :) Obiad jedliśmy w Hummus Barze. Pychota. Zjadłem dwie porcje i nie mogłem się ruszać... Wieczorem zrobiliśmy jeszcze objazd północnej części miasta. Zaliczyliśmy na koniec sklep w którym okazało się, że nie możemy kupić piwa bo od 22:00 jest prohibicja... Alkohol po tej godzinie można było kupić w specjalnych sklepach. Paranoja... ;) Zmęczeni ze zdobycznym piwem wróciliśmy do hotelu.







    • DST 91.00 km
    • Czas 05:28
    • VAVG 16.65 km/h
  • Sprzęt Unibike Expedition GTS
  • Słowacja, Rumunia, Węgry - dzień 13/17

    Czwartek, 24 lipca 2014 | Komentarze 0


    Rano ruszamy i odwiedzamy ostatnie duże miasto przed Budapesztem - Kecskemét. Tam zwiedzamy centrum oraz górę w parku Szabadidőpark. W Dabas jemy obiad i jedziemy pod Budapeszt na ostatni nocleg pod chmurką.







    • DST 93.90 km
    • Czas 05:36
    • VAVG 16.77 km/h
  • Sprzęt Unibike Expedition GTS
  • Słowacja, Rumunia, Węgry - dzień 12/17

    Środa, 23 lipca 2014 | Komentarze 1


    Rano gdy chcieliśmy opuścić motel okazało się, że drzwi i brama są zamknięte. Na recepcji nikogo nie ma... Byliśmy zmuszeni do przejrzenia szafek recepcjonistki. Sprawdziliśmy wszystkie klucze, ale niestety żaden nie otworzył głównych drzwi. Znaleźliśmy pilot do bramy, otworzyliśmy ją i wszyscy wyszliśmy. Problem był z zamknięciem bramy, bo fotokomórka wychwytywała ruch i zatrzymywała zamykanie. Aby rozwiązać ten problem przeturlałem się w czasie zamykania pod fotokomórką czym wywołałem salwy śmiechu u reszty grupy. :) Zwiedziliśmy Szeged i wyjechaliśmy z miasta. Zaczął się problem z poruszaniem po drodze - wszędzie zakazy ruchu rowerów. Początkowo kombinowaliśmy z jazdą po polnych, kiepskich drogach, ale z ciężkim bagażem było to bez sensu. Dalej jechaliśmy częściowo pod zakaz a częściowo różnymi objazdami, które na bieżąco wybieraliśmy. Przydawała się nawigacja, szczególnie bardzo dokładne mapy w Łukasza smartfonie. W końcu zmieniliśmy lekko trasę i dalej jechaliśmy mniej uczęszczanymi asfaltami; Zaraz za Jászszentlászló Aneta złapała kapcia, a w Kiskunfélegyházie (wiele miejscowości miało takie koszmarne nazwy) Rafał zorientował się, że ma nadpękniętą felgę. Szprycha naderwała kawalek felgi i żeby dalej jej nie ciągnęła, maksymalnie ją poluzowaliśmy. Dziewczyny ruszyły na pomoc Rafałowi, ale skończyło się na pomocy duchowej. :) Wieczorem szukając noclegu pod chmurką, próbowaliśmy dogadać się z Węgrem aby spać na jego podwórku, ale niestety ten nie mogąc nas zrozumieć wywiózł nas w pole (dosłownie). Było już dosyć ciemno, więc zostaliśmy tam na noc.







    • DST 68.20 km
    • Czas 03:40
    • VAVG 18.60 km/h
  • Sprzęt Unibike Expedition GTS
  • Słowacja, Rumunia, Węgry - dzień 11/17

    Wtorek, 22 lipca 2014 | Komentarze 0


    Od rana pada. Początkowo odpoczywamy, łatam dziurawe dętki. Po jakimś czasie niebo się przeciera i ruszamy do Szeged. Długo szukamy noclegu w hostelach. Decyzja pada na Ősz Panzió. Warunki średnie, cena nie najniższa, ale za to jest super taras z leżakami. Spędzamy tam wieczór. :)







    • DST 88.40 km
    • Czas 05:06
    • VAVG 17.33 km/h
  • Sprzęt Unibike Expedition GTS
  • Słowacja, Rumunia, Węgry - dzień 10/17

    Poniedziałek, 21 lipca 2014 | Komentarze 0


    O 7:00 rano zbudziła nas Straż Leśna. Wyjrzałem z namiotu. Leśnicy wyszli ze swojego terenowego samochodu i założyli służbowe marynarki. Wytłumaczyłem im, że jesteśmy turystami z Polski i tylko śpimy w lesie. Panowie powiedzieli "No problem" i odjeżdżając przejechali prawie po namiocie Łukasza, który rozbił się na środku leśnej drogi. :) Dobrze, że nie dostaliśmy mandatu; W miasteczku Gyula dzięki Łukaszowi zwiedziliśmy zamek za 1500 forintów (20 zł) od głowy. Zakup biletów za taką cenę będziemy mu wypominać co najmniej do następnej dużej wyprawy. :) W Orosházie po dłuższym poszukiwaniu noclegu znaleźliśmy internat, w którym wynegocjowaliśmy przy pomocy tłumacza, syna pracownicy ośrodka (półgodzinna rozmowa z Węgierką znającą tylko węgierski nie przyniosła żadnego rezultatu) korzystną dla nas cenę. :)







    • DST 117.20 km
    • Czas 05:32
    • VAVG 21.18 km/h
  • Sprzęt Unibike Expedition GTS
  • Słowacja, Rumunia, Węgry - dzień 9/17

    Niedziela, 20 lipca 2014 | Komentarze 0


    Całą noc pod moim namiotem baraszkowała mysz. Trzęsła nim i budziła mnie wielokrotnie. Próbowałem ją przepędzić trząchając namiotem ale bez rezultatu. :) Dojeżdżając do Oradei kończyły nam się leje. Kantory tego dnia (niedziela) były pozamykane. Z pomocą przyszedł nam miejscowy Rumun, który zaoferował wymianę z euro na leje. :) W obiedzie padliśmy. Kupiliśmy sobie piwko i leżeliśmy na ławkach w parku w centrum miasta; Przed samą granicą z Węgrami złapałem kolejnego kapcia. Po powrocie do kraju czeka mnie inwestycja w nowe opony... Po dłuższym poszukiwaniu noclegu znaleźliśmy przyjemne miejsce w małym lasku.







    • DST 87.60 km
    • Czas 05:03
    • VAVG 17.35 km/h
  • Sprzęt Unibike Expedition GTS
  • Słowacja, Rumunia, Węgry - dzień 8/17

    Sobota, 19 lipca 2014 | Komentarze 0


    Nasi gospodarze z Valea lui Mihai podsunęli nam pomysł zmiany trasy. Jako, że jazda po rumuńskich równinach była bardzo monotonna przystaliśmy na ich pomysł, aby przejechać przez "czarny las". Warto wspomnieć, że wiele lasów w Rumunii to tereny do dziś jeszcze dziewicze, dlatego moje opowieści o tajemniczych Homo orcus być może zamieszkujących te okolice doprowadzały Anetę do szału. Pomysł aby nocować w tym lesie, delikatnie mówiąc, nie przypadł dziewczynom do gustu. :) Zachęcam do obejrzenia paradokumentu nt. temat: "Homo orcus - nasz dziki krewniak". Spaliśmy w Aleșd na polance bardzo sympatycznego Rumuna.







    • DST 71.30 km
    • Czas 03:18
    • VAVG 21.61 km/h
  • Sprzęt Unibike Expedition GTS
  • Słowacja, Rumunia, Węgry - dzień 7/17

    Piątek, 18 lipca 2014 | Komentarze 0


    Rano w hotelu jeszcze pogawędka z grupą Polaków, którzy zatrzymali się na noc w tym samym miejscu co my. Jazda pomiędzy rumuńskimi miastami bywała monotonna - drogi proste, ruchliwe i bez drzew. Dobrze, że ich stan był bardzo dobry. Po gładkim asfalcie mogliśmy szybko przemieszczać pomiędzy miastami. Po każdym takim sprincie nawadnialiśmy organizmy pod parasolami. :) Po południu spotkaliśmy na swojej drodze rowerzystę rumuńskiego Antona Dumę. Wymieniliśmy się doświadczeniami, zrobiliśmy wspólne zdjęcie i wypiliśmy palinkę za zdrowie rowerzystów. ;) Zaczęliśmy rozglądać się za noclegiem. Na przedmieściach Valea lui Mihai wjechaliśmy w boczną drogę i niestety dojechaliśmy do gospodarstwa. Już chcieliśmy wracać gdy zatrzymała się samochodem kobieta i powiedziała, żeby poczekać na syna, który mówi po angielsku. Wytłumaczyliśmy, że szukamy darmowego noclegu. Zaproponowano nam rozbicie namiotów na posesji z czego oczywiście skorzystaliśmy. Mieliśmy też do dyspozycji łazienkę. Okazało się, że znaleźliśmy się na największej w Rumunii farmie owiec. Gospodarze oprowadzili nas po gospodarstwie, po czym znów przy palince długo rozmawialiśmy. Mimo rozbitych namiotów spaliśmy w jednym z pokoi gospodarzy. :)







    • DST 119.30 km
    • Czas 05:53
    • VAVG 20.28 km/h
  • Sprzęt Unibike Expedition GTS
  • Słowacja, Rumunia, Węgry - dzień 6/17

    Czwartek, 17 lipca 2014 | Komentarze 0


    Kolejny dzień wyprawy pełen wrażeń. Już rano w Kisvárdzie podczas przygotowywania śniadania obok ruin XV wiecznego gotyckiego zamku złapałem podwójnego kapcia. W ciągu dnia były jeszcze dwie usterki: tuż przed granicą z Rumunią, Anecie pękła śruba od bagażnika a Jarkowi rozpiął się łańcuch; Przez Węgry przejechaliśmy dosyć szybko. Wieczorem przekraczaliśmy już granicę Rumunii. Pierwsze wrażenie z rumuńskich dróg: wszyscy nas pozdrawiają trąbiąc, a widząc naszą rowerową blondynkę gwiżdżą. Aneta była przeszczęśliwa. :) Znaleźliśmy nocleg w bardzo tanim 3-gwiazdkowym hotelu Tranzit. Po zakwaterowaniu zrobiliśmy jeszcze mały objazd miasta Satu Mare.







    • DST 109.50 km
    • Czas 05:07
    • VAVG 21.40 km/h
  • Sprzęt Unibike Expedition GTS
  • Słowacja, Rumunia, Węgry - dzień 5/17

    Środa, 16 lipca 2014 | Komentarze 0


    Ruszamy w dalszą drogę. Tego dnia postanowiliśmy wjechać do Węgier. Po drodze odpoczywaliśmy w Trebišov w zabytkowym parku obok XIII wiecznych ruin zamku Parič oraz przyglądaliśmy się pożarowi pola, który został prawdopodobnie wzniecony przez miejscową cyganerię. Taka przynajmniej była opinia miejscowego Słowaka, z którym rozmawialiśmy. Na filmie lokalnej telewizji załapał się Łukasz fotografujący płonące trawy. :)


     
    Kolejnym punktem dnia była wizyta w zamku w miejscowości Borša. Wizyta ta nieoczekiwanie przerodziła się w ciekawą przygodę z miejscowym kustoszem. Najpierw mieliśmy przyjemność słuchania wykładu o historii zamku, następnie udaliśmy się do kanciapy, aby śliwowicą opić przyjaźń polsko-węgierską. :) Pan przewodnik mówił w wielu językach. Dosyć skutecznie udawało mu się przekazać nam wiedzę używając słowackiego, czeskiego, węgierskiego i esperanto.


     
    Jadąc do przejścia granicznego widzieliśmy jeszcze riuny zamku w miasteczku Veľký Kamenec. W Cigánd zamawialiśmy pierwsze jedzenie na Węgrzech. Noc spędziliśmy przy wale przeciwpowodziowym, gdzie strasznie żarły komary.